Z Przemysławem Czarnkiem, wojewodą lubelskim, o rodzinnym świętowaniu Bożego Narodzenia, minionym roku i planach na przyszłość, rozmawia Urszula Buglewicz
URSZULA BUGLEWICZ: – Czym dla Pana jest świętowanie Bożego Narodzenia?
PRZEMYSŁAW CZARNEK: – Każdy ma swój sposób świętowania; są tacy, którzy Boże Narodzenie spędzają w hotelach czy na nartach, ale takie świętowanie – choć oczywiście je szanuję – nie mieści się w tradycji mojej rodziny. W moim domu zawsze zbieraliśmy się na Wigilii, wspólnie spędzaliśmy pierwszy i drugi dzień świąt, żeby poczuć ciepło rodzinne, wspólnotę rodzinną, która skupia się wokół najważniejszych wartości: przełomowego wydarzenia, jakim było narodzenie się Jezusa Chrystusa z Dziewicy Maryi, Syna Bożego, który stał się człowiekiem. To jest sens świętowania, któremu towarzyszy wiele tradycji, jak czas oczekiwania, Wigilia, postne posiłki, Pasterka… Centrum świętowania jest radość z narodzenia Jezusa Chrystusa, a ją trzeba dzielić z innymi.
– W jaki sposób przygotowuje się Pan do świat Bożego Narodzenia?
– Mimo licznych obowiązków zawodowych, zawsze uczestniczę w przygotowaniach. Jeśli chodzi o stronę duchową, w moim domu mamy tradycję wspólnego chodzenia na Roraty. Wczesne wstawanie i udział w Mszy św. stopniowo przygotowuje nas na wejście w atmosferę Bożego Narodzenia. Uważam, że przypominanie sobie o świętach dzień przed Wigilią nie ma sensu. Jeśli chodzi o sprawy – nazwijmy je organizacyjne – też potrzeba wchodzenia w klimat świąt i osobistego udziału w przygotowaniach. Z domu rodzinnego, z dzieciństwa, pamiętam pachnącą choinkę, pachnące ciasta i świeżo wypastowaną pachnącą podłogę. W małżeństwie, w moim domu, mam swoje przedświąteczne obowiązki. Do mnie należy zakupienie choinki i jej wspólne ubieranie, a także pastowanie podłóg. Lubię tę pracę; zapach zawsze kojarzy mi się ze świętami. Jeśli chodzi o stronę kulinarną, to zostawiam ją żonie i teściowej, które przygotowują wigilijne i świąteczne potrawy.
– Zapamiętał Pan jakieś szczególne święta?
– Dzieciństwo, czyli czas, kiedy człowiek najbardziej emocjonalnie przeżywa święta, spędzałem w Polsce centralnej, między Kaliszem a Sieradzem. Tam na wigilijnym stole królowała zupa grzybowa, a 24 grudnia po domach chodzili wigiliarze. Sam aktywnie uczestniczyłem w tych świątecznych obrzędach; wraz z kolegami przebieraliśmy się za różne postaci i w dniu Wigilii odwiedzaliśmy domy. Wyjątkowymi świętami były też te, które przeżywaliśmy po śmierci mojej Mamy (zmarła 12 grudnia); miały one swoją atmosferę, było w nich dużo łaski i odczuwalnej pomocy z nieba.
– Czy Pana zdaniem ważne jest pielęgnowanie tradycji i przekazywanie jej młodemu pokoleniu?
Reklama
– To jest bardzo ważne dla funkcjonowania państwa i narodu w przyszłości. Jeśli nie zakorzenimy dzieci w tradycji narodowej, nie będziemy mogli zbudować swojej tożsamości; przepoczwarzymy się z narodu polskiego w jakiś inny, bliżej nieokreślony. Z punktu widzenia chrześcijańskiego rodzica, jeśli od dzieciństwa nie wychowa się dzieci w wierze i tradycji chrześcijańskiej, jeśli nie przeprowadzi się ich przez Adwent ku prawdziwej radości Bożego Narodzenia, to kiedyś może przyjść taki czas, że w świętach nie będą widziały żadnego sensu. Bez zakotwiczenia w tradycji narodu polskiego, która jest tradycją chrześcijańską, nie ma przyszłości.
– Jak na tym tle wygląda nasz region?
– Jeśli chodzi o pielęgnowanie tradycji chrześcijańskich, o uczestnictwo w obrzędach religijnych czy przyjmowanie sakramentów, to wschód i południe Polski trochę różnią się – na korzyść – od Polski centralnej i zachodniej. Tym bardziej powinniśmy zabiegać o to, by nasze tradycje zostały zachowane i promieniowały w przyszłość. Współpraca z osobami, które myślą podobnie, przynosi lepsze owoce niż współpraca z tymi, którzy są na przeciwnym biegunie i nie ma z nimi porozumienia. Z tego punktu widzenia wojewodzie lubelskiemu pracuje się tu pewnie lepiej niż gdzie indziej.
– Za nami pierwszy rok Pana pracy jako wojewody. Czy był to dobry rok?
Reklama
– Na szczegółowe podsumowania jeszcze jest za wcześnie. Nie wydarzyło się w tym czasie nic przełomowego, ale był to rok intensywnej pracy dla województwa lubelskiego. Mam wielką nadzieję, że ciężka praca, którą wykonaliśmy, będzie owocowała na szczeblu centralnym konkretnymi decyzjami i inwestycjami dla naszego regionu. Rok pracy to niezliczone wyjazdy do Warszawy i rozmowy z ludźmi, którzy są odpowiedzialni za decyzje mające wpływ na Lubelszczyznę; to wyjazdy za granicę, jak choćby grudniowa wizyta w Chinach. Jednak na rezultaty trzeba zaczekać. Niewątpliwie, dzieje się wiele dobrego. W skali ogólnopolskiej jest to program 500+, który ma ogromne znaczenie dla naszego regionu – w województwie lubelskim ponad 70% rodzin otrzymuje świadczenia również na pierwsze dziecko, co świadczy o ubóstwie tej części Polski. W perspektywie lokalnej o dobrych zmianach można mówić m.in. w kontekście otwarcia zachodniej obwodnicy Lublina, rozbudowy Państwowego Szpitala Klinicznego nr 1 czy podpisanych umów z PKP PLK o modernizacji i elektryfikacji linii do Stalowej Woli, która przyspieszy nasze połączenia z południem Polski, o modernizacji trasy Rejowiec-Zamość… To są konkretne inwestycje, które zmieniają województwo, ale liczymy na więcej.
– Jakie są plany na przyszłość?
– Zmieniając na lepsze województwo, chcemy jeszcze bardziej wpisać się w strategię odpowiedzialnego rozwoju premiera Morawieckiego przez ściągniecie do nas konkretnych inwestycji zależnych od rządu. Taką decyzją jest budowa Centrum Chirurgii Symulacyjnej i Robotowej, która spowoduje, że oprócz najnowocześniejszego w Polsce sprzętu będziemy jedyną taką w kraju bazą do szkolenia chirurgów. W planach jest również rozwój naszych uzdrowisk: Nałęczowa i Krasnobrodu, by stały się jeszcze bardziej atrakcyjne także dla turystów z zagranicy. Oprócz codziennej pracy wojewody, czyli nadzoru nad działalnością samorządu terytorialnego i bezpieczeństwem województwa, chcemy dokończyć budowę wałów przeciwpowodziowych; podejmujemy również starania o powołanie w Lublinie Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej.
– Czego zatem można Panu życzyć w nadchodzącym roku?
– Prawdy w przestrzeni publicznej. Za dużo jest kłamstwa, które powoduje całkowite zdziczenie; sprawia, że najlepsze nawet zamiary mogą być podcięte jednym tylko nieprawdziwym zdaniem. Gdy włącza się TV, włosy stają dęba: brak konkretnych argumentów, krzyk i pisk wypełniony kłamstwem. Taka atmosfera nie buduje dobra wspólnego, a tym samym nie służy dobru mieszkańców Lubelszczyzny. Proszę mi życzyć prawdy w przestrzeni publicznej; to wystarczy.
* * *
Przemysław Czarnek Urodził się w 1977 r. w Kole. Od 15. roku życia jest lublinianinem. W 1996 r. ukończył II LO im. Hetmana Jana Zamoyskiego w Lublinie. W latach 1996 – 2001 odbył studia magisterskie na Wydziale Prawa, Prawa Kanonicznego i Administracji KUL, w 2006 r. uzyskał stopień naukowy doktora nauk prawnych, a w 2015 r. stopień naukowy doktora habilitowanego nauk prawnych. Od 2003 r. pracuje w KUL w Katedrze Prawa Konstytucyjnego; współpracował z kancelariami adwokackimi i radców prawnych, zajmował kierownicze stanowiska w administracji oraz organizacjach pozarządowych. Ma żonę i dwoje dzieci. 9 grudnia 2015 r. objął urząd wojewody lubelskiego.
5 pytań do … Pana Szymona Szynkowskiego vel Sęka – sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, pełnomocnika rządu do spraw polskiego przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej
Piotr Grzybowski:Panie Ministrze, zacznijmy od chyba najgorętszego dziś tematu: protestów społecznych po - w powszechnej ocenie uznanych za sfałszowane - wyborach prezydenckich na Białorusi. Czy dla naszych służb dyplomatycznych było to zaskoczeniem?
Szymon Szynkowski vel Sęk: Dla nas nie było to zaskoczenie. Wiedzieliśmy, że jest niestety duże prawdopodobieństwo, że wybory nie będą przeprowadzone w sposób przejrzysty i demokratyczny, i że napotka to na opór białoruskiego społeczeństwa. Natomiast – dla nas nie, ale dla niektórych naszych zachodnich partnerów z UE myślę, że skala i długotrwałość tych protestów była zaskoczeniem. Przecież wiadomo, że wcześniejsze wybory również budziły wątpliwości, choć skala fałszerstw nie była aż tak duża, jak w przypadku tych ostatnich, więc teraz zarówno skala manipulacji, jak i skala oporu wobec manipulacji jest bardzo duża. My przyglądamy się sytuacji na Białorusi od wielu lat, więc trudno, żebyśmy w tej kwestii byli czymś zaskoczeni.
PG: Czy w związku z tym MSZ ma wypracowane scenariusze, które Polska będzie realizować?
SSvS: Tak, oczywiście. My nie poruszamy się tylko w sferze ogólnych deklaracji politycznych, potępiających to, co wydarzyło się w trakcie wyborów na Białorusi, czy wspierających dialog ze społeczeństwem i domagających się tego dialogu i rezygnacji z użycia siły, czy represji. To byłoby zbyt mało. My proponujemy bardzo konkretny plan działań dla Białorusi, z konkretnym finansowaniem na poziomie na razie naszego planu krajowego - ok. 12 mln euro, czyli 50 mln zł. Natomiast będziemy też proponować wspólnie z Grupą Wyszehradzką, bo w tej chwili finalizowane są uzgodnienia w zakresie propozycji tzw. Planu Marshalla, czyli czegoś, co jest nazywane Planem Marshalla dla Białorusi, takiej wielopunktowej propozycji wsparcia, która mogłaby zostać zaoferowana w sytuacji, w której na Białorusi doszłoby do demokratycznych zmian. Mowa tutaj zarówno o liberalizacji wizowej, jak i ułatwieniach dla małych i średnich przedsiębiorstw i specjalnym funduszu wsparcia. To zostało już zaprezentowane przez Premiera Mateusza Morawieckiego szefowej Komisji Europejskiej i będzie prezentowane przez całą Grupę Wyszehradzką, której przewodzimy, na forum Rady Europejskiej w najbliższych dniach.
PG: Pytanie już do Pana jako pełnomocnika rządu do spraw polskiego przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej: czy jest realne wypracowanie planu działania Grupy wobec sytuacji na Białorusi?
SSvS: Tak. Dzisiaj Grupa Wyszehradzka finalizuje prace nad tym bardzo konkretnym planem wsparcia ze strony UE dla Białorusi na poziomie gospodarczym. To jest jeden z elementów, który chcemy oferować Białorusi, ale – co ważne - w ramach współpracy Wyszehradzkiej, bo w ten sposób możemy łatwiej na poziom unijny przenieść naszą propozycję. Oczywiście na poziomie krajowym mamy 5-punktowy plan, który dzisiaj jest realizowany, zarówno w zakresie wsparcia NGO, jak i wspierania dostępności rynku pracy dla osób, które muszą wyjechać z Białorusi, chcą przyjechać do Polski. Propozycje na poziomie unijnym liberalizacji wizowej wynikają też z tego, że jest ok. 800 tys. wiz unijnych wydanych w ostatnich latach. 400 tys. tych wiz wydały polskie konsulaty, więc to Polska jest krajem, który najaktywniej wspiera Białoruś, także w zakresie wsparcia dla obywateli tego kraju, jak również możliwość ich przyjazdu do Unii Europejskiej, czy pracy w UE. Chcemy, żeby było to wsparcie systemowe, w które zaangażują się wszyscy nasi unijni partnerzy. Wokół tego udało się, co też jest sukcesem Polski, wybudować konsensus Grupy Wyszehradzkiej. Przecież wiemy, że mamy w Grupie Wyszehradzkiej przyjaciół, partnerów, ale bywają także różnice zdań. W tej sprawie nie ma różnicy zdań. Grupa Wyszehradzka będzie prezentowała to wsparcie za tydzień, na forum Rady UE.
PG: Końcem lipca powołano nową inicjatywę - Trójkąt Lubelski. W jakim celu?
SSvS: Jak się okazało, Trójkąt Lubelski powołany w drugiej połowie lipca, swoją zasadność funkcjonowania dowiódł już w pierwszych tygodniach, bo chwilę później rozpoczął się kryzys na Białorusi, związany właśnie z niedemokratycznymi wyborami i w tym formacie są również prowadzone dyskusje. Litwa, Polska i Ukraina to kraje sąsiedzkie Białorusi, w których interesie leży stabilność sytuacji w tym kraju. Litwa i Polska dyskutują o wyzwaniach w różnych innych formatach, np. „Bukaresztańskiej 9” w kontekście bezpieczeństwa, w ramach współpracy Polski z krajami bałtyckimi. Ukraina była z tych dyskusji do tej pory wyłączona, bo w tych formatach nie uczestniczy. W związku z tym uznaliśmy, że trzeba stworzyć format sąsiedzki, który będzie właśnie miejscem do włączania również Ukrainy w dyskusję na tematy bieżące. Takim najbardziej bieżącym tematem, siłą rzeczy niestety dla Trójkąta Lubelskiego oczywistym jest sytuacja na Białorusi, ale też szerzej dyskusje o polityce bezpieczeństwa w regionie, w gronie krajów, które mają podobne spojrzenie na zagrożenia, które płyną ze wschodu. Dzisiaj Trójkąt, który koordynuje pan wiceminister Marcin Przydacz jest doskonałym formatem do tego, żeby koordynować też działania z ważnym państwem nieunijnym, czyli Ukrainą.
PG: Wrócił Pan minister kilka dni temu z Wilna, gdzie podpisane zostało Strategiczne Partnerstwo Polsko-Litewskie. Czy to początek Unii Lubelskiej 2.0?
SSvS: Nie, choć nawiązań historycznych podczas tego spotkania było całkiem sporo, począwszy od tego, że na początku swojego wystąpienia Pan Premier Skvernelis wskazał, że to pierwsze takie spotkanie od 230 lat. Po drugie, w wystąpieniach premierów obecne były nawiązania do wspólnych tegorocznych obchodów rocznicy Bitwy pod Grunwaldem i planowanych przyszłorocznych obchodów Konstytucji 3 maja, jak to się mówi zaręczenia wzajemnego obu narodów. To będzie też taka historyczna okazja do podkreślania tego, co nas łączy. Natomiast to jest tylko fundament do budowania dzisiaj naszej bardzo bliskiej współpracy, która już ma swój dorobek. Współpracujemy znowu w wielu formatach międzynarodowych ważnych UE, NATO, ale także regionalnych: Trójmorze, współpraca Bałtycka, czy choćby ten najnowszy wspomniany wcześniej Trójkąt Lubelski. To jest oczywiście tylko narzędzie do osiągania konkretnych celów. Te cele dzisiaj Litwa i Polska potrafią definiować: to jest wspólne wspieranie Białorusi. Litwa też tu jest bardzo aktywnym aktorem, przypomnę, że przed chwilą Minister Spraw Zagranicznych Litwy Pan Linkieviczus był w Waszyngtonie, rozmawiał o tych sprawach, więc koordynujemy tutaj działania wspólne. Na forum Rady Europejskiej także Polska i Litwa mówią w tych sprawach wspólnym, bardzo mocnym głosem, ale też w ogóle koordynujemy współpracę gospodarczą.
Konsultacje międzyrządowe, co bardzo jest ważne, żeby podkreślić miały swój bardzo konkretny wymiar: podpisano dwie umowy z zakresu współpracy przy rozbudowie infrastruktury transportowej, kolejowej, podpisano deklarację o współpracy strategicznej przez Premierów, podpisano bardzo ważny harmonogram wdrażania zmian oświatowych, które sprawią, że Polacy mieszkający na Litwie będą mieli zwiększoną dostępność do nauczania języka polskiego, co jest problemem od lat niezałatwionym. Tutaj jest duża szansa na postęp. Wreszcie jest TVP Wilno i przy okazji już nie samych konsultacji, ale też w związku z wizytą w Wilnie Pana Premiera, mieliśmy okazję podpisać list intencyjny, który po roku funkcjonowania z dużymi sukcesami TVP Wilno da w przyszłości tej telewizji nową siedzibę, w Domu Polskim w Wilnie, rozbudowanym ze środków MSZ. Wejdzie tam telewizja, młody zespół dziennikarzy z Wileńszczyzny, który już dzisiaj mówi ciekawie o życiu na Wileńszczyźnie, ale też mówi dobrze o Polsce, o polskiej historii, kulturze, tradycji. Jak Pan widzi w czasie tej bardzo intensywnej wizyty wiele spraw zostało nie tylko poruszonych ale i załatwionych. Naprawdę byłem pod wrażeniem, jak skuteczna może być dyplomacja w kontekście konsultacji międzyrządowych. Pod wodzą Premiera kilkunastu ministrów, każdy z konkretną agendą spraw, które chce załatwić, jedzie tam, sprawy mają postęp i wracamy z konkretnym dorobkiem. To w dyplomacji nie jest reguła, bo czasami kończy się na jakiś ogólnych dyskusjach, tu zaś mamy solidny konkret.
Papież poinformował wiernych po modlitwie Anioł Pański, iż wykryto u niego w płucach guzek. Wobec tego uda się w najbliższych dniach na operację.
„Najdrożsi, niedawno, podczas badań kontrolnych, lekarze wykryli u mnie niewielki, ograniczony guzek w płucu. Został on wykryty na bardzo wczesnym etapie i jest dobrze zlokalizowany. Lekarze uznali, że wskazana jest interwencja chirurgiczna. Dlatego, zgodnie z ich zaleceniami, zdecydowałem się na operację, aby go usunąć. Zabieg jest już zaplanowany na najbliższe dni. Dziękuję Wam za duchową bliskość i powierzam się Waszej modlitwie” – powiedział Leon XIV.
Łukasz Gibała wygrał drugą turę przedterminowych wyborów prezydenta Krakowa. Zdobył 62,12 proc. głosów, Monika Piątkowska 37,88 proc. - wynika z danych ze wszystkich obwodów głosowania opublikowanych na stronie Państwowej Komisji Wyborczej. Frekwencja wyniosła 44,27 proc.
Na Gibałę, założyciela stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców, zagłosowały w niedzielę 161,184 osoby, a na popieraną przez KO i PSL senator Piątkowską 98,306 osób.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.