Apostołowie ze smutkiem patrzyli w stronę wstępującego do nieba Jezusa. Kiedy obłok zasłonił Mistrza, poczuli wielką samotność, wprost osłupieli na myśl o tym, że już Go nie ma.
Uświadomili sobie, że stoją przed kolejnym wezwaniem – realizacją misji poleconej im przez Mistrza: „Idźcie na cały świat”. Spojrzeli po sobie i pewnie w każdym z nich zrodziło się pytanie: jak w dwunastu mamy ogarnąć cały świat?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Nie wiadomo, jak długo trwałby ten paraliż, gdyby nie obecność Matki Jezusa. To Ona – jak można przypuszczać – wystąpiła z inicjatywą, która wydawała się w owej chwili najbardziej sensowna: zabrała ich ze sobą do Wieczernika.
Rozpoczęły się pierwsze w dziejach rekolekcje. Apostołowie na nowo zaczęli odkrywać swoją tożsamość. Opróżnili swoje serca z wzajemnych uprzedzeń, z pokusy oskarżania siebie nawzajem, jak to pięknie pokazał w dramacie Wieczernik Ernest Bryll.
Reklama
W tym trudzie oczyszczania towarzyszyła im modlitwa Maryi. Kiedy minęło dziesięć dni, w spokój Wieczernika wtargnął niespodziewany, gwałtowny wicher, któremu towarzyszył ogień. Apostołowie poczuli przypływ mocy i odwagi. Zalęknieni otworzyli drzwi i stanęli naprzeciw wielkiej liczby zgromadzonych pielgrzymów. Piotr, nie bardzo świadomy mocy swoich słów, tego, co mówi, wygłosił pierwszą katechezę. Jakież musiało być zdziwienie Dwunastu, kiedy Słowo przyjęło 5 tys. mężczyzn. Innym szczególnym darem Ducha był fakt rozeznania i zrozumienia Słowa przez wszystkich zgromadzonych. Rzeczywistość Pięćdziesiątnicy pozostaje w Kościele ciągle aktualna. W kwartalniku Trwajcie w miłości zamieszczono świadectwo pewnego misjonarza. Napisał mniej więcej tak: „Miałem bardzo sceptyczny stosunek do ruchów neokatechumenalnych. Do pewnego czasu. W czasie jednej z Mszy św. w kaplicy misyjnej dostrzegłem przed ołtarzem kalekie dziecko. Wtedy zaświtała mi w głowie myśl, a może był to powiew Ducha, czego wówczas jeszcze nie rozeznawałem. «Możesz je uzdrowić!». Spojrzałem na dziecko z pragnieniem jego powrotu do zdrowia. Nadal kontynuowałem Eucharystię. W pewnym momencie w kaplicy rozległ się krzyk kobiety: Gdzie jest moje dziecko? Okazało się, że była to matka tej dziewczynki. Wszyscy ze zdziwieniem patrzyli na nią i wskazywali na jej córkę, która zdrowa i uśmiechnięta bawiła się przy wejściu do kaplicy. Wtedy przypomniały mi się słowa Jezusa: Jeżeli będziemy prosić Boga Ojca w Jego imię, to otrzymamy wszystko, o co będziemy prosić. Modlimy się o wiele różnych rzeczy. Modlitwa do Ducha Świętego jest najważniejszą intencją, jaką powinniśmy zanosić do Boga. Od tamtej pory zacząłem inaczej patrzeć na fakt obecności Parakleta we wspólnocie Mistycznego Ciała Chrystusa. Z czasem włączyłem się w tę wspólnotę”.
Dzisiejsze święto jest okazją do odnowienia zaufania w działanie Ducha Świętego w naszym życiu. To jest bardzo ważne wyzwanie, by wiedzieć, czyjego ducha jesteśmy. Nie możemy być nigdy solidarni z duchem nienawiści. Nienawiść buduje barierę między nami i Bogiem, a także między nami i innymi ludźmi.
Bóg nieustannie posyła swojego Ducha Świętego do każdego z nas. Dzisiaj, w Jego uroczystość, odnówmy naszą wiarę i ufnie wzywajmy Ducha Świętego, aby prowadził nas przez życie.
