Całe nasze ludzkie życie na tym łez padole to jakby, dajmy na to, ktoś drzwi otworzył i zamknął. Był, pojawił się, wszedł jeszcze przed chwilą, pobył, też chwilę, i wychodząc, drzwi za sobą zamknął. Wszedł, wyszedł – i tyle.
– Nie za duży skrót?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
– Ja mówię o tym, jak jest, a nie jak się komu wydaje. Po co, panie, się mamić. Widzi pan, patrzymy na przechodzący obok kondukt pogrzebowy: są orkiestra, wieńce, przyzwoita żałoba rodziny, a i postronnych nie brakuje. Porządny pogrzeb, tak by trzeba powiedzieć. Zasłużył sobie widać. I co? Zanim my to piwo dopijemy, oni wszyscy wrócą do swojego życia, a zanim wieńce zwiędną, już mało go tu będzie. Inaczej się nie da, panie. Jego czas minął jak mgnienie. Mówię panu uczciwie, jak jest.
– Optymizmu w tym nie za wiele.
– Ba, a cóż by pan chciał? Pocieszenia, zaprzeczenia, iluzji? Tu się nie ma co szarpać. Nic to nie da. Tu się trzeba trzymać faktów. A rzeczywistość jest taka, jak mówię: jakby kto drzwi otwarł i zamknął. I co, będziesz pan protestował, oflagujesz się pan, głodówkę ogłosisz? Kogo to...?
– Co kogo? Nie rozumiem.
– Kogo to obejdzie? Jak pan masz melancholie z tego powodu, to wiersz sobie napisz albo obrazek jaki pan namaluj, jak potrafisz.
– To zawsze byłby jakiś ślad.
– Czego?
– Że człowiek był, że czuł, że się nie godził i...
Reklama
– E tam, panie. Ja nic przeciwko temu nie mam, ale popatrz pan, biblioteki pełne, muzea też – i co? Działa, pociesza, uspokaja? No, widzi pan. Wielu pewnie próbowało, ale co tam. Panie, to jest stare miasteczko i ten rynek widział niejedno. Panie, nawet ta knajpa jest z tamtego wieku. Wie pan, ilu tu ludzi siedziało przed nami, spacerowało po tym rynku, dobijało interesów? Ile tu wesel, konduktów przeszło? Gdzie to wszystko? I tak to jest pomyślane, że nawet granicy żadnej nie widać, wszystko płynnie, ładnie przechodzi. Ktoś zapłacze, ktoś się zaśmieje, ktoś komuś przysięgę złoży. Kos zagwiżdże, jak ten tu nad nami. Gdzie dziś to wszystko? Tam, za kościołem, gdzie oni poszli. Religijny pan jesteś? O, widzę, że kłopot. Nie musi pan odpowiadać. Osobista sprawa, intymność i takie tam bzdety. Dobra. Nieważne. Jednakowoż, jak pan pocieszenia szukasz, to innej drogi nie ma. Jak pana to przywala, jak sobie pan z tym nie radzisz, to w te pędy do kościoła. I to nie tak, że wejść i się pogapić, pieśń, dajmy na to, z ludźmi zaśpiewać i tyle. To nie wystarczy. To trzeba rzetelnie. Coś pan zmarkotniał mocno. Nie chciałem pana przygnębiać, tak jakoś samo wyszło. Może powinniśmy o sporcie porozmawiać, a nie tak z grubej rury. Nie każdy jest jednako odporny. Panie, ja jestem prosty człowiek, zdun z zawodu. I patrz pan, można piec zbudować z pięknych kafli, fasada taka, że podziw, no dzieło sztuki po prostu, i co? On nie jest do podziwiania. Jak w nim duszy nie będzie, to się w nim nie da palić ani nie ogrzeje, a jeszcze zadymi, to co komu z tej fasady? I człowiek też, według mnie, powinien być przede wszystkim użyteczny, a nie tylko fasada i uznanie czy podziw. Źle mówię? Posprzeczałbym się z panem, ale pan tylko w kufel patrzy. Niechcący czegoś pewnie w panu dotknąłem. Może uśpione było? I co, obudziłem?
– Nie w tym rzecz. Dziwi mnie, że pan taki z tym wszystkim pogodzony. Nie żal będzie panu kiedyś?
– Kiedyś? Bardzo pan łaskawy. Jeszcze wprawdzie widać mnie na ekranie, ale jakby się pan dokładniej przyjrzał, to już napisy końcowe lecą. I dobrze, bo ileż można. A swoją drogą, nie jesteś pan ciekawy, jak tam jest?
– Nieszczególnie, ja tak daleko wzroku nie wyciągam. Tu jest przecież tyle do zrobienia, żeby ludziom...
– Ho, ho, to pan jesteś z tych, co to ludziom życie ułatwiają i poprawiają świat? No, powiem panu, podziwu godne i bezsensowne jednocześnie.
– Jak to?
– Nie oburzaj się pan od razu. Panie, tak konkretnie, to co my możemy? Samego siebie człowiek upilnować nie potrafi, głupot za przeproszeniem rozmaitych nawyprawia i jeszcze ma się brać za drugich? Z jakiej racji? Ja na ten przykład odpowiedzialny się czułem za piec, który zbudowałem. Od tego byłem, na tym się znałem i to mi wystarczało.
– A gdzie tu społeczeństwo, sprawy polityczne?
– Coś panu powiem: tak mi się zdaje, że jakby każdy rzetelnie swojego pilnował, lipy nie odwalał, to by się to wszystko spokojnie kręciło i nie potrzebowało żadnej manipulacji ani majstrowania. Idę, bo mi kobieta ścierą po łbie nastrzela, i jeszcze na odchodne panu powiem: to naprawdę tak jest, jakby drzwi otwarł, zamknął – i tyle. To jest sens się tarmosić?
